Poszłam do siebie. Miałam gdzieś to, że może być tam Marcel. Nie przejmowałam się tym, że prawdopodobnie przy najbliższej okazji kiedy go spotkam poderżnie mi gardło. MIAŁAM TO GDZIEŚ! Teraz, to już nic nie miało sensu.
***
Szłam przed miasto, musiałam kupić karmę dla psów ponieważ rano się skończyła. Nie zmrużyłam oczu przez całą noc, cały czas płakałam, dlatego też teraz były czerwone i podkrążone. Przede mną zauważyłam Angele idącą z wózkiem. Odwróciłam wzrok, chciałam jak najszybciej przejść koło niej, jednak mnie zatrzymała.
- Zobacz, jaką mamy śliczną córeczkę. Teraz ja mam, bo ojciec się jej wyrzekł. Przez ciebie! - spojrzałam w wózek i momentalnie się zaśmiałam.
- To lalka, debilko. - prychnęłam i ruszyłam w przeciwnym kierunku.
To lalka! To lalka! A więc Jacob mówił prawdę... a ja głupia mu nie uwierzyłam. Jak mogłam? Chciałam przejść na drugą stronę, jednak zza przeciwka jechał rozpędzony samochód. Myślałam, że we mnie wjedzie, sparaliżowało mnie. W ostatniej chwili jednak ktoś przyciągnął mnie do siebie, poczułam znajomy zapach. Podniosłam wzrok, Jacob.
- To lalka... przepraszam. - wyszeptałam opierając głowę o jego tors.
Jacob?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz